Najnowsze komentarze
Siema raz gdy jechałem mojom suzi ...
A co do samego ssania, to nie pole...
A co niby tym sieca sie dzieje prz...
Jakie były orginalne świece do Suz...
swiece padly co chwile
Więcej komentarzy
Moje miejsca
<brak wpisów>
Moje linki

21.03.2010 20:12

Nastały Bandyckie czasy ;)

Po wielu perypetiach, wertowaniu Allegro, stron komisów, po planowaniu od A do Z każdego aspektu zakupu i wdrażania w życie motocykla udało się! Zakupiłem Bandytę z 2001, w rozsądnej cenie i w miarę zadbanego.

A było to tydzień temu.

Zdenerwowany, ostatecznie zanegowałem zakup motocykla z trójmiasta. Znajomi, wysłani na zwiad dokonali oględzin na miejscu (dzieki!). To, co stwierdzili po krótkim rekonesansie, przeraziło mnie:

- motocykl (wbrew opisowi) był malowany, w wielu miejscach nieporadnie i na 100% conajmniej leżał

- papiery były podejrzane, wg. dat powinny mieć kilka lat, a wyglądały, jakby ktoś je przed chwilą wydrukował

- łożysko główki ramy było do wymiany

- sprzedawca bał się go przygazować

- było wiele innych zastrzeżeń.

 

O co tyle krzyku ? O staruszka Bandita w wersji Naked z roku 1998.

Zacząłem więc męczyć ponownie allegro. Tym razem, na spokojnie, postanowiłem szukać czegoś w swojej okolicy, czyli wokół Warszawy. Znalazłem dwa odpowiadające modele. Wybrałem pierwszy z nich (jak "szczęśliwy traf" w google). Później okazało się to strzałem w dziesiątkę, ale o tym dalej.

Umówiłem się z życzliwym, bardzo dobrze obeznanym kolegą, na oględziny. Następnie, umówiłem nas z właścicielem. Ponieważ emocje wzięły górę, jechałem z potencjalną gotowością na zakup, tzn: "Jeśli nie będzie się do czego przyczepić, to biorę od razu". (wydrukowałem nawet przykładową umowę kupna -sprzedaży).

Dwa dni później, byłem już w miejscowości sprzedawcy. Zaczęło się "pod górkę", od zakopania się w błocie naszego samochodu. Dwie godziny kombinacji, machania łopatą i prób holowniczo drogowo podnośnikowych, cali ubłoceni, dotarliśmy do garażu właściciela. Dodam, że działo się to jakieś 100 metrów od jego posesji. Pomagając nas wyciągnąć niemal nie przypłacił tego spalonym sprzęgłem w jego samochodzie. Współczułem koledze, który swoją życzliwość wobec mnie przypłacił warstwą błota na ubraniu.

Na szczęście, stan motocykla wszystko nam wynagrodził. Trzeźwo, trzymałem emocje na wodzy, do momentu potwierdzenia, że wszystko jest ok. Wszystko w opisie z aukcji było zgodne z prawdą, a stan motocykla nie miał NIC do zarzucenia. Niski przebieg, potwierdził stan motocykla.

Nie kupowałem nowego sprzętu,  tylko coś, czemu brakuje roku do 10'tych urodzin! Stan techniczny Bandyty, zaskoczył mnie pozytywnie. Silnik brzmiał pieknie, amortyzatory i układ kierowniczy pracowały jak należy. Niemal żadnych zadrapań.

Podpisałem z właścicielem umowę, opłaciłem zakup i umówiłem się na odbiór w przeciągu 7-10 dni.

Bandyta prezentuje się tak:

 Moj bandyta

Dzień później wynająłem z ojcem lawetkę do transportu moto. Pogoda jeszcze nie pozwalała na powrót nim do Warszawy. Ponownie, nie obyło się bez dziwnych wypadków i utrudnień :). Jako, że okolica była dość nieznana, leżała z dala od dróg głównych, kierowaliśmy się GPSem. Godziny były już późnowieczorne: 20:00.  A GPS wywiódł nas w pole. Na szczęście, tylko kilkanaście km od celu. Dlatego dotarliśmy opóźnieni zaledwie ok 40 minut.

Gdy już zamontowaliśmy moto taśmami na lawetce, zaczęła się jazda offroad w wersji z przyczepką.

Moto, tak kołysany na wertepach, zrobił się senny i niewiele brakowało aby się na tej lawetce położył spać. Jako, że przewidywałem podobne problemy, szedłem pieszo za przyczepą i w porę okrzykiem udało mi się zasygnalizować ojcu, żeby się zatrzymał. Nie dość, że było ciemno, to jeszcze rozpadał się gęsty śnieg. Poprawiłem moto i taśmy. Razem z byłym właścicielem, postanowiliśmy stanąć na lawetce, aby moto dodatkowo ustabilizować i dojechać w ten sposób do asfaltu. Zabieg pomógł. Pożegnaliśmy się z byłym właścicielem. Do Warszawy dotarliśmy na 22:30, a do domu dotarłem na 1:00.

Zakup był od początku drogą pod górkę, ale opłacało się.

 

 

 

 

&nbs p;

 

 

Komentarze : 10
2010-04-07 11:59:15 bandziorro

Niebieski to jeden z kolorow ktore lubie. Po szlifie -tak, ale ladnie zalakierowany, plastik bardzo sprawnie pospawany, a uszkodzenie bylo nieqwielkie. Rama i jej geometria w porzadku. Co mnie wiec obchodzi szlif przy 10-20 km/h? Moto jest proste, sprawdzilem w boju. Moge spokojnie bez trzymania jechac. Hamulce, amorki, opony -wszystko sie sprawdza. Zrobilem juz nim pierwsze 1500 km.

Men, kupilem pod Wawa, od kogos z allegro.

2010-04-06 07:49:08 tom

nie dosc ze niebieski to z owiewka a do tego po szlifie

2010-04-03 15:52:23 mario9406aprilia

jak dla mnie to Bandyta tylko i wyłącznie w wersji bez owiewek, z tą przednią owiewką wygląda tak niezbyta. No ale każdy ma inny gust ;)

2010-03-23 20:21:08 ABC

asd, a co kogo obchodzi Twój komentarz idź postaw klocka lepiej a nie odpisuj na głupie komentarze

2010-03-23 16:24:36 crouch

Drogi kolego pociesze raczej siebie(ale mam nadzieje ze również ciebie) faktem iż kupując miesiąc temu Varadero miałem ten sam problem. Sytuacja z przyczepką była wręcz identyczna ,ale po kilkudziesięciu minutach walki i "zabawy"wszystko sie udało. Dwie godziny później z bananem na twarzy spoglądałem na viaderko stojace przed moim garażem z przekonaniem ,że było warto ;) Szerokości !!

2010-03-22 23:24:00 asd

malkontent, a co kogo obchodzi, ze tobie nie podoba sie kolor czyjegos motocykla, idz pobiegaj lepiej ...

2010-03-22 22:52:15 malkontent

nic specjalnego, kolor nie pasuje...itd itd

2010-03-22 19:38:52 men

a gdzie go kupiłeś? pytam z ciekawości bo mój znajomy miał takieo bandyte do sprzedania

2010-03-22 08:28:59 dzvonec

Gratulacje kolego niech Ci dobrze służy. Wygląda jak brat bbliźniak mojego. :-)

2010-03-21 21:10:18 Hubologista

Widzę ze nie tylko ja mam przygody przy zakupie motoru .. :) Gorąco pozdrawiam i życzę udanego sezonu :)

  • Dodaj komentarz