• » RiderBlog
  • » bandziorro
  • » Zmienione klocki, naciągnięte palce w prawej ręce, złamana klamka i kolizja z osą. Czyli bilans wyjazdu na Mazury.
Najnowsze komentarze
Siema raz gdy jechałem mojom suzi ...
A co do samego ssania, to nie pole...
A co niby tym sieca sie dzieje prz...
Jakie były orginalne świece do Suz...
swiece padly co chwile
Więcej komentarzy
Moje miejsca
<brak wpisów>
Moje linki

31.07.2010 21:54

Zmienione klocki, naciągnięte palce w prawej ręce, złamana klamka i kolizja z osą. Czyli bilans wyjazdu na Mazury.

Nie chce mi się zanudzać was relacją z trasy na Mazury, gdzie czytalibyście stenogram relacji z jazdy, kilometr po kilometrze. Dlatego z całego tygodnia mojego urlopu, wdzięcznie zdobytego na grzbiecie niesfornej Suzi, zaoferuję wam do przeczytania jedynie niewielkie fragmenty.

Przygotowania do wyjazdu -złamana klamka hamulca
W końcu wakacje. W końcu upragniony urlop. W niedzielę przyspieszony o jeden dzień wyjazd, więc trzeba obadać bandziora, co by mi się w trasie poczciwy staruszek nie rozsypał. Dlatego, w sobotę -dzień przed wyjazdem, zaplanowałem sobie obejrzeć hamulce oraz przy okazji naciągnąć łańcuch wraz z kolegą, który jest bardziej doświadczony ode mnie. Zaczęliśmy od naciągnięcia łańcucha. Poszło ładnie, lecz, niestety -upały + ostra jazda + 10 tys km = makabrycznie, nierównomiernie rozciągnięty łańcuch. Trzeba będzie odkładać kasę na jakiegoś DID'a.

Następnie zabraliśmy się za hamulce, gdyż od jakiegoś czasu bąbelek na wskaźniku płynu hamulcowego nieubłaganie się powiększał. Podejrzewałem również ostre zdarcie klocków, ale głównym celem grzebania było odpowietrzenie przewodów hamulcowych i doraźna regulacja. Klocki, rzeczywiście, niemiłosiernie zdarte. Cholera, strach wyjeżdżać, gdy w jedną stronę 250km a tarcze głaszczą placki o grubości <1mm. Jak ja tam dojadę? Ale przynajmniej hamulce wyczyszczone, przesmarowane, odpowietrzone i z nowym płynem. Damy radę. Wstępne testy hamowania wypadły pozytywnie, bandzior niemal staje dęba ;). Jak się później okazało, regulacja hamulców zaskoczyła mnie na prawde solidnie. Zawracając na parkingu, z prędkością ok 2-3 km/h i przy skręconej kierownicy, delikatny ruch klamką spowodował upuszczenie motocykla. K...wa!!!!! Tyle już km i tak głupio upuścić moto? Ale kwas! Z urażoną dumą, złamaną klamką i nadwyrężonymi palcami prawej ręki oraz naciągniętą łydką wróciłem do domu. Na szczęście, klamki ułamałem zaledwie 3 cm, więc da się jechać. Załatwię po powrocie.

Dzień wyjazdu -Mazurskie winkle i tragiczne dziury
Żonę ulokowałem w samochodzie kumpla. Powody były 3:
- słabe hamulce,
- najdłuższa trasa jaką razem robiliśmy to 130km, więc nie chcę marudzenia o obolałym tyłku ;)
- TO URLOP! Trzeba sę cieszyć jazdą, a z plecaczkiem nie poszaleję sobie na trasie ;) (wybacz żonka ;))

Sam cieszyłem się trasą, bo wszystkie bagaże były w samochodzie wraz z żoną i kumplem. Początek trasy względny, choć droga dwupasmowa droga z Warszawy na Gdańsk do równych nie należy. Dalej było już tylko ciekawiej. Dwupasmówka się skończyła, zaczęła się jednojezdniówka. Makabra. Winkle fajne, nawet miejscami straszne, ale głupio by było zakończyć wyjazd na drzewie, po poślizgu na rozrzuconym oborniku, czy dzięki dziurom/koleinom. Manetka świerzbiła, więc pomimo nieciekawych warunków skłaniała do szaleństwa. Do celu (Iława) dojechałem bez niespodzianek.
Zaskoczyło mnie okrutnie zakorkowane i rozkopane miasto. Szukając możliwego objazdu do ośrodka w którym mieliśmy spędzić urlop, nieopatrznie postawiłem Suzi na zbyt miękim gruncie. Stała jako tako, ale gdy chciałem zdjąć ze stopki centralnej znowu zaczęła uciekać na ziemię. Efekt -ponownie naciągnięte palce -te same co wczoraj. Na szczęście przytrzymałem niesforną Suzi udem i nie doszło do upadku. Ale palce bolą już tydzień.

 

 

Suzi na promie 

 

Suzi została oficjalnie wilkiem morskim... No może jeziornym ;) bo pokonała trasę na wyspę na niewielkiej, metalowej tratwie z silnikami, szumnie zwanej promem.

Iława, wymiana klocków
Bandziorek niemal cały tydzień stał bez ruchu na wyspie, przykryty jedynie wdziankiem Oxforda. Plandeka niestety swoje już przeżyła i przy ciągłych ulewach zaczęła przeciekać. Pomyślałem sobie, że muszę nad Suzi troszkę popracować. Strach znowu jechać taką trasę na zdartych hamulcach. Przypadkiem, na jednej z pieszych wypraw, znalazłem sklep motocyklowy, w którym zamówiłem klocki na przód. Wzmacniane, sportowe heble LUCASa dawały mi nadzieję na poprawę parametrów hamowania. Zadowolony, poszukałem mechanika. Miał być komplecik -czyli lewe klocki i prawe klocki. Wyszło inaczej: dwa lewe. Qrrrrrrrrr..., znowu ZONK. Na szczęście mechanik w warsztacie miał takie jak trzeba. No prawie: teraz mam jedne sportowe a drugie zwykłe. Nadmiarową paczkę zwróciłem w sklepie. Ale Suzi przynajmniej hebluje jak trzeba i nie będzie strachu wracać.

 Przeprawa przez jezioro


Powrót, czyli ZAPINAJCIE KURTKI!
Sobota, -wracamy z urlopu. Pogoda ładna, wbrew okresowi urlopu, gdy ciągle lało. Ponieważ było ciepło, pot zaczął lać się ze mnie strugami. Stąd, padła myśl, by na terenie miasta jeszcze -jechać w rozpiętej kurtce. Dzięki temu było w miarę znośnie. Miałem zamiar zapiąć kurtkę chwilkę za miastem, ale jakoś wyleciało mi to z głowy. No i oberwało mi się za niedbalstwo. Jadę spokojnie, prędkością przelotową (jakieś 120) przez las. Jadę i co chwila obrywam w koszulkę jakimś robactwem. Zastanawiam się powoli nad miejscem na postój, by zapiąć kurtkę. Nagle coś zapiekło w szyję, tuż poniżej kominiarki. Uczucie, jakbym dostał z procy małym kamyczkiem. "Cholerny owad" -pomyślałem. Jednak miejsce kolizji zaczęło piec a dodatkowo miałem wrażenie jakby coś siedziało w skórze, coś jak niewielka drzazga. Zatrzymałem się, by ocenić, miejsce po kolizji. Owad chyba się rozprysł, ale czerwone miejsce wyglądało podejrzanie. "Hmm, o ile pamietam, nie jestem uczulony, więc chyba będzie dobrze". Jednak uznałem, że trzeba wyjąć żądło jak najszybciej. Maneta na wariata, dalej, by dogonić samochód kumpla. Po paru kilometrach żądło usunięte pensetą.

Droga na Warszawę, frustracja i ucieczka przed burzą.
Dalsza droga była nerwowa. Denerwowała mnie obolała szyja. Denerwowali mnie ludzie jadący jak sieroty, denerwowały mnie ciągłe ronda i światła. Stąd styl jazdy był agresywny. Na dwupasmówie co jakiś czas tylko zjeżdzałem na prawy pas, by zaobserwować, czy któryś samochód nie zachowuje się podejrzanie (np. Policja po tajniaku). Dzięki ostrej jezdzie dojechałem do domu na styk przed burzą. Po chwili od zaparkowania zaczęła się ulewa. Uff -zdążyłem. Żona z kumplem dojechała jakieś 20 minut po mnie. Uciąłem sobie pogawędkę z sympatycznym dziadkiem na Dragstarze, który pod moim blokiem schronił się przed ulewą.

Szyja i palce w dalszym ciągu nie dają o sobie zapomnieć.

Komentarze : 7
2010-08-02 00:37:27 dawid

Też się wyłożyłem na parkingu przy małej prędkości, hamując przodem. Ku przestrodze przyszłych pokoleń motomaniaków, czemu przy takich manewrach nie hamowałeś tyłem? Swoją drogą stawianie motocykla na podstawku to oddzielna szkoła - miałem ostatnio dziwną minę, jak się zatrzymałem, opuszczam boczną nóżkę, a ta się zaryła w grzbiet koleiny... Trzeba było odjechać i szukać bardziej płaskiego asfaltu. Pozdro i zazdroszczę urlopu :)

2010-08-01 15:27:31 kliki

@Kampiszon nie koniecznie 3 minuty od Ostródy do Olsztyna, no musiałby się postarać żeby w 10 się zmieścić ;D

2010-08-01 14:27:58 Kampiszon

@Motonita - Czepiasz się :D
Bandziorro zawitałeś w moje okolice :) Z Iławy na Ostródę a potem 3 minuty drogi i Olsztyn ;) Mam nadzieję że fajne wspomnienia zostaną. Szkoda tylko klamki i kontuzji. Lewa!

2010-08-01 13:13:14 Clicur

no proszę, kolega zawitał w mojej mieścinie ;) przyznam rację, rozkopana jak cholera i do tego zakorkowana, nie da się jeździć ;) pogody na urlop zbyt ciekawej nie miałeś, ale ważne że bandzior się spisał ;)

2010-08-01 12:01:11 Bandziorro

Szykowałem się jakiś czas, ale operacje na hamulcach wolałem robić pod okiem obeznanej osoby. Poza tym do ostatniej chwili nie byłem pewien czy pojadę motocyklem. Miałem jednak coś pilnego do załatwienia i było to konieczne. Hamulce działały. Przyznam jednak, że nie było to odpowiedzialne.

2010-08-01 11:39:37 motonita

Dziwne, ze jeszcze nikt tego nie napisal. Caly czas nie potrafie pojac, jak mozna bylo jezdzic na codzien bez hamulcow a potem wybrac sie jeszcze w taka trase? Dopiero dzien przed wyjzadem (i to pewnie po poludniu) wziales sie za przygotowanie sprzetu do drogi :0 Jesli jezdzisz tak jak przygotowujesz sie do trasy, to moze powinienes zmienic zainteresowania...

2010-08-01 09:14:06 Pokers39

Niezła wyprawa, szkoda tej malutkiej parkingówki, ale i dobrze, że tylko tak się skończyła. Ważne jest to, że oprócz tych hamulców badzior spisał się znakomicie.
Pozdrawiam

  • Dodaj komentarz